niedziela, 10 sierpnia 2008

Mała Liv

Dziewczynka wraz z rodziną mieszkała na szczycie stromej skarpy.Była to miejscowość położona naprawdę wysoko,a wspinanie się po górze w celu dojścia do zagrody,wymagało sporych umiejętności i zwinnych nóżek jak u kozy.
Chłopiec był przywiązany mocnym sznurem do brzegu ogrodzenia,podczas gdy reszta rodziny pracowała na roli.Nagle lina się oberwała,a chlopiec zaczął toczyć się w dół..............zdesperowana matka uchwyciła go w ostaniej chwili i złapała synka za rączkę..................Zawołała męża,aby jej pomógł,ale.........na nic się to zdało..........wszyscy runęli na dno morza.Powiadano,że i mała siostrzyczka chłopca rzuciła się za nimi w przepaść.(...)

Ale co się z nią naprawdę stało?
Kilka lat póżniej biedną wychudzoną sierotę dostrzegł jeden z mieszkańców wioski.Wyglądała doprawdy żałośnie.Na twarzy dziecko,a pod klatką piersiową..................nienarodzone dziecko!tak,oczy go nie myliły.......Dziewczynka nie mogła mieć więcej niż 12 lat.Półprzytomną istotkę przygarnęło do siebie dobre małżeństwo.Zaopiekowali się nią jak własnym dzieckiem........
Po trzech dniach się obudziła,i ze strachem w oczach spoglądała dookoła próbując zrozumieć gdzie się znajduje...................Podeszła do niej jakaś kobieta,a ona jeszcze bardziej skuliła się w sobie,zakrywając w geście obronnym swój wydatny brzuszek:)
Liv zadomowiła się u nowych przyjaciół,ale w nocy prześladowały ją koszmary...budziła się z krzykiem na ustach mając przed oczami twarz dziadka,który wpychał się między jej dziecięce nogi.Tak,biedactwo zostało ofiarą swego okrutnego dziadka,który nie potrafił się powtrzymać przed zbeszczeczeniem malutkiego ciałka wnuczki,i dokonaniem potwornego gwałtu!!!
Obrazy tego pamiętnego dnia przewijały się w podświadomości ciężarnej młodej kobiety.......................
Wkrótce też urodziła małą śliczną słodką córeczkę o imieniu wdzięcznie brzmiącym Maria:)
Ale szczęście długo nie trwało.Pastor uparł się,aby odebrać nowonarodzoną,a jej matkę uczynić swoją służącą ..............Rodzina,która zaopiekowała się małą, nie mogła na to pozwolić.Zorganizowano ucieczkę,w momencie gdy obie poczuły się lepiej,posłano po przyjaciela rodziny,który zaopiekował się bezbronymi istotkami,i przewiózl je przez morze do ludzi,u których miały zamieszkać.
Jednak tak się nie stało.................Gdy silny młodzieniec poszedł na zwiady,został brutalnie napadnięty,niemal pobity na śmierć.
Tymczasem Liv z córeczką umocowaną w ten sposób,aby miała obie ręce wolne,zaczęła się niepokoić.Podczas długiego oczekiwania na przyjaciela,poczuła się znowu taka samotna,opuszczona,i.......................i zdradzona.Tak!To było najgorsze!Opuścił je i wystawił na niebezpieczństwo.Chciało jej się płakać,ale nie było jej to dane...z daleka zobaczyła zbliżające się ku niej łodzie,zrozumiała,że to pastor ją odnalazł,i zmierzał po nią,aby dotrzymać swojej "obietnicy"..........
Nie wahała się ani chwili,jedyne o czym myślała,to,że musi ratować maleńką Marię.Pobiegła ile sił w chudych kończynach,gnała niczym sarenka,trzymając kurczowo cenne zawiniątko.Ale mała zaczęła się buntować przeciw tej ucieczce szalonej,a i mama jej miała dosyć.Upadły pod drzewem.............Łapiąc powietrze dostrzegła niewyrażną sylwetkę rysująca się na horyzoncie............Wiedziała,że dalej nie ucieknie,nie zdoła,nie miała już sił.....Zrezygnowana czekała na to co było nieuniknione.Stanął przed nią człowiek wysoki jak dąb.Nic dziwnego,że się przestraszyła.Ale on nie miał złych zamiarów:)
Wpatrywali się w siebie jedno bardziej przestraszone od drugiego.......Liv odzyskując równowagę,powiedziała "dzieńdobry",na co on zareagował równie nieśmiało.Wytłumaczył jej kim jest..........I poszli razem w drogę:)
Młodzieniec był katem,to był jego fach,który odziedziczył po nieżyjącym już ojcu.Mieszkał samotnie na odludzonym nabrzeżu skalnym,z dala od sąsiadów,którzy zwyczajnie się go bali.Cóż,człowiek takiego pokroju,nie mógł cieszyć się poszanowaniem.W końcu był tylko nędznym katem.Nie znał on kobiet,nie wiedział co to miłość,ani przyjażń.............
Młoda kobieta,która u niego zamieszkała,wyzwoliła w nim wszystkie uczucia,jakich nie znał.Serdeczność,ciepło jakie wniosła do domu kata,i mały berbeć ,który z dnia na dzień dorastał jak bułeczki na drożdżach,powoli otwierały mu oczy;z czasem zaczynał rozumieć jak wiele w życiu stracił,poprzez nikczemny zawód ,jaki musiał wykonywać.Ale nic innego nie potrafił robić.
Nie dośc ,że był ogólnie pogardzany przez społeczeństwo,to jeszcze doszła mu jakaś sierota,którą jeszcze bardziej pomiatano,bo nałożnica kata cieszyła się jeszcze mniejszym szacunkiem.

Jednakże młodym to nie przeszkadzało.Gdy zakochali się w sobie,nic nie mogło zmącić ich spokojnego życia:)Teraz byli rodziną,mama,tata,i córeczka.Czego więcej im było do rozkwitającego szczęścia?:)

Chyba nie muszę mówić,że żyli długo i szczęśliwie ,prawda?


Pozdrawiam Was Kochani Moi i życzę duużo miłości
Dorota

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
ll487e1844ba1f982cd5da1811d4a7fa94_data.php ll487e1844ba1f982cd5da1811d4a7fa94.php ll487e1844ba1f982cd5da1811d4a7fa94_upd.php