wtorek, 29 lipca 2008

Historia o miłości

Opowiem wam dziś historię mojej koleżanki,ktora odnalazła swoje szczęście:))
............."mamo wyjeżdżam"-powiedziała któregoś razu Alicja do ukochanej mamy....
Długo myślała nad tą sytuacją,w końcu doszła do wniosku,że musi pojechać,zobaczy coś nowego,odłoży pieniążki, wróci zadowolona i bogatsza o nowe doświadczenia.W przeddzień wyjazdu myślała jakby tu pożegnać się z rodziną,aby jaknajmilej wspominali jej odjazd;ale przecież nie jechała na zawsze,tylko na kilka miesięcy.
Wstała wcześniej rano i już miała wychodzić z domu,gdy przypomniała sobie.."mamo,ale nie zapomnij powiedzieć Bartkowi,że go pozdrawiam"...........Kilka łezek pożegnalnych i już była daleko.
-"Alu,tylko uważaj na siebie i na przeciagi w autobusie...",zmartwiona mama wołała w bramie podwórka;jeszcze dwa kroki,pięć,i juz jej nie było widać.

Alicja miała 21 lat i była przemiłą dziewczyną o dobrym serduchu.W tą podróż w nieznane ciagnęło ją już od jakiegoś czasu.Teraz,gdy jechała,rozmyślała o koledze,z którym wychodziła w ostatni weekend.Był uroczym chłopcem,razem chodzili do jednej klasy,gdy spotkali się któregoś dnia w klubie bilardowym,i zaczęli ze sobą rozmawiać jak starzy przyjaciele."Zadzwonie do niego zaraz po dotarciu na miejsce,i powiem mu,że jak wróce,to znów możemy się spotkać..."-z uśmiechem na twarzy wspominała kolegę.
Podróż ciagnęła się niemiłosiernie,w końcu przybyli na miejsce.Zmęczona i zirytowana,z obolałym karkiem,wysiadła na stacji San Giuseppe na południu Italii.Rozgłądała się za rodziną,która miała ją odebrać.,i przestepując z nogi na nogę,przecierała spocone od żaru czoło.Zobaczyła kobietę,która miała tabliczkę z jej imieniem:Alice,"to na pewno ona",pomyślała i podeszła,ciagnąc za sobą walizkę.Kobieta w średnim wieku zaczęła ją przytulać i całować w obydwa policzki,a nasza bohaterka stała zdumiona i nie wiedziała gdzie podziać oczy.Pózniej dopiero dowiedziała się,że zwyczajem Włochów jest witanie się właśnie w ten sposób.Wsiadły obydwie do samochodu i ruszyły krętymi ścieżkami w nieznane.W "domu" czekała ją niespodzianka...................Alicja nie była pewna tego co zobaczyła,łzy cisnęły jej się do oczu,przez moment chciała się wycofać,i wracać do Polski.Zobaczyła dziwaczną starszą kobietę z włosami sterczącymi do góry niczym jakieś antenki.Od dziś miała się nią opiekować.

Nie tak to sobie wyobrażała..................wieczorem,gdy położyła staruszkę spać,padła na swoją kanapę cała zalana łzami.Biedaczka nie mogła się opanować,wyzywała siebie od idiotek,w nocy mówiła przez sen,a rano chodziła jak nieprzytomna.
Ale dzień po dniu zaczęła sie oswajać z codziennymi czynnościami i obowiązkami,jakie do niej należały.Czasami myślala o Bartku,i w myślach kreślila scenariusz ich spotkania po powrocie.

Dni mijały,babcia Nunzia dawała jej we znaki od czasu do czasu,ale swoiste poczucie humoru Ali nie pozwalało jej na dłuższe chwile rozpaczy.Wlaśnie myła szybę w kuchni,gdy do drzwi zaczął się ktoś dobijać.Zniecierpliwiona podeszła do wyjścia z zamiarem przydzielenia natrętowi ścierką,gdy stanęła jak wryta a wcześniejszy zamiar rozpłynął się w jej pamięci,i ulecial wraz ze spadająca na ziemię ściereczką..............."eeeeeee,si prego?..." zdołała wydukać pytanie;przed nią stał mężczyzna średniego wzrostu , z o czami utkwionymi prosto w nią.Ledwo się ogarnęła,ale jego zdumienie było dużo większe''Era come un angelo......." co znaczy:"była jak aniołek",wspominał potem Tomaso,gdy któregoś razu spotkaliśmy się na kawie.
Chłopak był tak zauroczony Alicją ,a zwłaszcza jej cudownymi kręconymi włoskami w kolorze głębokiego mahoniu,że od tej pory byl stałym bywalcem w domu poczciwej Nunzii,a to z pretekstem pożyczenia szklanki cukru,a to przynosił kilka jabłek z sadu.........
Ala nie była mu obojętna.Szybko zapomniała o Bartku,nie miała tez żadnych wyrzutów sumienia,bo do niczego między nimi nie doszło.
Ktorejś pięknej niedzieli dała się zaprosić na randkę.Czas upłynął bardzo szybko i przyjemnie.Odtąd spotykali się co niedzielę przy rynkowym ogródku,gdzie jedli lody i gawęrzyli miło.

Nadszedl czas rozstania....Tomaso przygotował kilka prezentów dla uroczej dziewczyny.
Nie muszę ukrywać ,że długo bez siebie nie wytrzymali.Po kiku miesiącach zjawił się w domu rodzinnym Ali.Poprosił ją o rękę.Rodzina przyjęła chłopaka bardzo serdecznie,to cudowna chwila dla matki,gdy jej córkę pragnie poślubic mężczyzna,który poza nią nie widzi świata.
Razem wyjechałi do Włoch,i wkrótce zaczęłi przygotowania do uroczystości weselnej.
Po roku czasu zjechali z licznym gronem przyjaciół do Polski,aby się pobrać.
Ślub odbył się w kościółku,do którego rodzina należała.
Wesele było huczne,Państwo Młodzi cudni i olśniewający ,promieniowali szczęściem i miłością.

Dziś mają prześliczną 14-miesięczną córeczkę o imieniu Angelica.....................


Pozdrawiam
Dorota

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
ll487e1844ba1f982cd5da1811d4a7fa94_data.php ll487e1844ba1f982cd5da1811d4a7fa94.php ll487e1844ba1f982cd5da1811d4a7fa94_upd.php